Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział I: Kolacja
Witam!
Dziś dodaję pierwszy rozdział. Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale ja rzadko kiedy jestem dumna z moich wypocin, więc może połowa moich potencjalnych czytelników nie uśnie na klawiaturze. W komentarzach proszę o szczerość. Jeśli ktoś chcę być powiadamiany, księga stoi otworem.
Ten rozdział dedykuję
Selenie, bo pisze najlepiej na świecie. Jej blog wywołuje u mnie wiele emocji. Dziękuję Ci kochana, że jesteś. Jakoś zawsze tęskniłam za pisaniem, tyko nie miałam czasu, a jednak się udało. Dziękuję.
Hermiona ujrzała bogaty hol Ministerstwa Magii i wyskoczyła z płomieni. Ruszyła ku sowiarni, która znajdowała się na parterze. Wybrała sowę śnieżną i przywiązała do jej nóżki list do Kruma.
- Dostarcz list jak najszybciej - powiedziała. Sowa zahukała przyjaźnie i wyleciała przez szyb, który prowadził na zewnątrz, do świata mugoli. Hermiona uśmiechnęła się i wyszła z sowiarni, uważając, by się nie poślizgnąć na odchodach. Ruszyła w kierunku wind. Jak zwykle tuż przed ósmą była kolejka przed windami. Hermiona raz po raz spoglądała na zegarek: nienawidziła się spóźniać. Nagle otworzyła się winda i wyszedł z niej rudowłosy wysoki mężczyzna.
- Ron! - powiedziała Hermiona i podbiegła do męża całując ją w policzek.
- Hermiona - powiedział Ron, biorąc ją w objęcia - Znów stoisz pod windami?
- Jak widać - powiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się - Proszę, skocz po zakupy spożywcze.
- Na Pokątną czy do mugolskiego superkretu? - spytał Ron.
- Gdzie wolisz. A tak przy okazji to mugolski supermarket, a nie superkret. Tak na przyszłość.
- Dobra, dobra. Dziwaczna nazwa.
- Zwyczajna. Bywaj, moja winda zjechała - rzekła Hermiona i popędziła do windy, by zdążyć przed zamknięciem drzwi. Machała jeszcze Ronowi, dopóki nie zniknęła za drzwiami.
Hermiona jako jedna z nielicznych osób posiadała swój własny gabinet. Nie był za duży, za to przytulny, ładny i praktycznie urządzony. Nic nie blokowało drogi do drzwi, które były na wprost mahoniowego biurka, które miło wiele szuflad, magicznie powiększonych. Fotel przy biurku był ciemnozielony i był niezwykle wygodny. Na biurku, wśród niezliczonych papierów, stała w fioletowej ramce fotografia, na której widniała Hermiona wraz z Ronem i Harrym. Ściany zaś zdobiły listy gończe różnych znanych Śmierciożerców. Gdy któryś został schwytany, Hermiona zrywała jego podobiznę. Usiadła za biurkiem i zaczęła grzebać coś w papierach, gdy do jej gabinetu wpadł, pierwszy tego dnia, niebieski samolocik. Hermiona rozwinęła go i szybko przeczytała treść listu:
Dziś rano dwóch Śmierciożerców zamordowało kilkoro mugoli we wsi Stone. Wśród nich jednym na pewno była kobieta. Podejrzewa się małżeństwo Lestrange'ów. Śmierciożercy trafili jakimś zaklęciem mieszkającego tam aurora, Horacego Huffmana, który leży w Świętym Mungu. Wyślij tam kilkoro z naszych, by wyczyścili pamięć świadkom tego morderstwa.
E. W. Boltom
Hermiona napisała list z poleceniem udania się do wsi Stone, skopiowała go cztery razy i wysłała je do dwóch aurorów i trzech członków czarodziejskiej brygady uderzeniowej.
Tak wyglądał tu prawie każdy dzień. Wysyłanie innych, narażanie siebie tylko w wyjątkowych sytuacjach. Niestety, gdy dostała awans, nikt nie uprzedził jej, że jej praca będzie polegała głównie na żmudnej i, według niej niepotrzebnej, pracy papierkowej. Teraz żałowała. Zarabiała więcej, ale praca nie dawała jej satysfakcji, a przy tym często czuła się winna śmierci osób, które ginęły w akcjach, na które zostały przez nią wysłane. Gdyby wcześniej wiedziała, co ją będzie czekać, nie przyjęłaby awansu, tak jak to zrobił Harry, który nadal walczył jako zwykły auror. Hermiona miała sobie za złe, że nie umie iść i poprosić o zwykłe stanowisko. Była na to zbyt słaba w tej chwili. Cios zadany w jej serce, gdy zamordowano jej rodziców, był dla tej dziewczyny zbyt silny.
Hermiona punkt o szesnastej wyszła z pracy. Odkąd zaczęła tę całą papierkową robotę ani razu nie została po godzinach. Hermiona bez trudu dostała się do holu, a potem dostała się do kominka i wróciła do domu.
- Jestem już - powiedziała Hermiona, wychodząc z kominka. U dołu jej szaty zrobiły się małe plamy z sadzy, które szybko usunęła różdżką.
- Przecież widzę - powiedział Ron dziwnie markotnym głosem.
- Coś się stało? - spytała dziewczyna.
- Nie. A co się niby miało stać? - powiedział Ron dziwnie wysokim głosem. Hermiona spojrzała na niego dziwne. "O co mu, do licha, chodzi?" - zastanowiła się i ruszyła do kuchni, by ugotować obiad. Otworzyła lodówkę.
- Nie zrobiłeś zakupów - powiedziała z wyrzutem.
- Jakoś nie miałem nastroju - rzekł Ron.
- Ach tak? Cały dzień siedziałeś w domu! Idę do supermarketu, zaraz wrócę - powiedziała Hermiona i sięgnęła po płaszcz, by ukryć szatę czarodzieja. Jej wzrok powędrował mimowolnie na stół, na którym nadal był jej talerz i kubek.
- Gdzie list? - spytała dziewczyna, patrząc na męża.
- Jaki list? - powiedział Ron trochę zbyt szybko.
- Ach, więc o to chodzi! Jesteś zazdrosny o Wiktora, prawda?
- Wcale nie jestem zazdrosny o Kruma! On nic mnie nie obchodzi, rozumiesz? - prawie krzyknął Ron. Hermiona posłała mu jeszcze jedno mordercze spojrzenie i wyszła z domu, trzaskając drzwiami.
Szła korytarzem, cała zalana łzami.
- Hermiono, co się stało? - spytała Ginny, która wpadła na Hermionę.
- Nic takiego - powiedziała Hermiona.
- Przecież widzę - nalegała rudowłosa.
- To przez Rona! Nienawidzę go! - łkała.
- Więc widziałaś w Pokoju Wspólnym? Jego i Lavender? - Hermiona kiwnęła głową.
- A więc jednak go kochasz! Zakochałaś się w moim braciszku! - zawołała Ginny z tryumfem w oczach.
- Ginny, to mój przyjaciel i nie chcę go stracić! Nie wiem tylko o co mu chodzi. Już wcześniej był taki jakiś... dziwny, jakbym coś mu zrobiła - powiedziała Hermiona, a Ginny oblała się rumieńcem.
- Wiesz dlaczego? - spytała Hermiona, która przestała na chwilę płakać.
- No więc... on wie. Że całowałaś się z Wiktorem Krumem.
- Ginny...
- Przepraszam! Natknął się na mnie i Deana, gdy się całowaliśmy i zaczął na mnie wrzeszczeć, więc mi się wypsnęło.
- Wypsnęło tak? Przez ciebie Ron mnie nienawidzi! - krzyknęła Hermiona.
- Myślałam, że to już i tak nie ma znaczenia. To było tak dawno... - zaczęła rudowłosa, ale Hermiona jej nie słuchała. Biegła korytarzem ile sił w nogach i wpadła do jakiejś pustej klasy.
Wiktor Krum po raz kolejny przypadkowo przyczynił się do kłótni między nią, a Ronem.
Przez kolejne dni Ron chodził nadąsany, a Hermiona odwdzięczała mu się pięknym za nadobne. Specjalnie ustalała swój grafik tak, by praktycznie mijać się z Ronem w przysłowiowych drzwiach.
Był wieczór siódmego maja. Hermiona dostała wczoraj sowę potwierdzającą jej kolację z Krumem. Na Pokątnej działały w zasadzie tylko trzy knajpki: "Dziurawy kocioł","Pod aniołem" i "Pod czerwoną różą". Hermiona wybrała tę ostatnią, gdyż było w niej miło i przytulnie. Jakby nie było tych mrocznych czasów na zewnątrz. Hermiona wyglądała pięknie. Postarała się wyjątkowo. Włosy wyprostowała i upięła w luźny kok, zostawiając swobodnie pasemko przy lewym uchu. Założyła też biżuterię, którą kupili jej na gwiazdkę Harry i Ginny. Były to delikatne srebrne różyczki. Do tego włożyła czerwoną sukienkę i czerwone szpilki w tym samym odcieniu.
- Wychodzisz gdzieś? - spytał Ron, niby mimochodem, ale Hermiona wiedziała, że chciał zobaczyć, jak się ubrała.
- Wiesz doskonale gdzie idę. Na kolację do "Czerwonej róży". Z Wiktorem. Nie wiem, o której wrócę. Miłego wieczoru - powiedziała, po czym teleportowała się z głośnym trzaskiem.
Wiktor już czekał przy stoliku, rozglądając się dookoła za Hermioną. Bardzo pragnął się z nią spotkać. Był bardzo ciekaw jak teraz wygląda. I nagle ją zobaczył. Wszędzie poznałby ten figlarny uśmiech. Pomachał do niej, a ona odmachała mu i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Wiktor, jak miło cię widzieć! - powiedziała Hermiona i przytuliła się do niego. Krum poczuł, jak oblewa go fala gorąca.
- Wyglądasz pięknie Her-mio-ona - rzekł Krum.
- Dziękuję! Widzę, że twój angielski uległ znacznej poprawie, odkąd się ostatnio widzieliśmy - powiedziała i zajęła krzesło naprzeciw niego.
- Staram się - rzekł Wiktor i uśmiechnął się - Co zamawiamy?
- Co chcesz. Ale uprzedzam, że jestem głodna - powiedziała i roześmiała się perliście. Była taka jaką ją pamiętał: mądra, inteligentna, błyskotliwa, szczera i ładna.
Reszta wieczoru upłynęła im na miłej rozmowie. Hermiona dowiedziała się między innymi, że Krum rozpoczyna pracę w Departamencie magicznych gier i sportów.
- Oni byli bardzo zadowoleni, że ja chcę pracować w tym departamencie.
- To świetnie! Kiedy zaczynasz?
- Od poniedziałku. A ty gdzie pracujesz Hermio-ono?
- Też w Ministerstwie Magii, ale w siedzibie aurorów.
- To chyba w drugim końcu budynku?
- Nie mam pojęcia. Do tej pory nie interesował mnie ten dział - powiedziała Hermiona. W knajpce zaczęła lecieć jakaś wolniejsza muzyka.
- Zatańczymy? - spytał Krum i podał Hermionie swoją dłoń.
- Chętnie - powiedziała i uśmiechnęła się figlarnie.
Hermiona biegła korytarzem, cała zalana łzami.
- Głupi Ron! On zawsze musi wszystko zepsuć - szepnęła i usiadła na schodach. Była wkurzona na Rona. "Jak on mógł? Skoro tak mu zależało mógł mnie wcześniej zaprosić, a nie traktować jak ostatnią deskę ratunku" - pomyślała ze złością i otarła łzy. "Nie mam zamiaru płakać przez niego" - powiedziała i wstała, by wrócić do Wielkiej Sali.
- Hier - miją - nina? - zapytał Krum, gdy spostrzegł ją z daleka. Hermiona uśmiechnęła się do niego.
- Ja mieć dla nas kremowe piwo - powiedział i wręczył jej szklankę.
- Dziękuję - powiedziała, jeszcze raz ocierając ostatnie łzy.
- Ty płakałaś Hier - miją - nina? - spytał Krum.
- To nic ważnego - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się.
Przez prawie całą resztę wieczoru tańczyła z Krumem, jednak nie bawiła się aż tak dobrze jak wcześniej. Do czasu...
Było już dobrze po północy, gdy Hermiona wróciła do domu.
- Dobrze się bawiłaś? - usłyszała chłodny głos Rona z fotela.
- Nawet lepiej niż dobrze - powiedziała Hermiona kąśliwie. Dobry nastrój prysł jak bańka mydlana.
- Co tam mówił Wiki? - spytał Ron.
- Nie nazywaj go tak! - powiedziała ze złością - Nic co mogłoby cię obchodzić, ale skoro chcesz wiedzieć to Wiktor rozpoczyna pracę w Ministerstwie Magii, w Departamencie Magicznych Gier i Sportów - dodała kąśliwie.
- On zaczyna pracę w
naszym ministerstwie? - spytał Ron z niedowierzaniem.
- Tak. Od razu dostał stanowisko Garry'ego Feelgooda.
- Będzie
szefem departamentu? - Ron otworzył usta.
- Tak, mówię przecież.
- Wystarczy być sławnym, by zgarnąć to stanowisko. Niektórzy pracują latami, by zdobyć wyższe stanowisko, a taki niewykształcony chłystek przyjeżdża z Bułgarii i już.
- On nie jest niewykształcony! Dostał się się do Turnieju Trójmagicznego!
- Jeszcze go bronisz, co? - spytał wojowniczo Ron.
- Dosyć tego Ronaldzie! Śpię na kanapie! A ty stąd wyjdź!
- Świetnie!
- Świetnie!
Hermiona usłyszała trzask drzwi sypialni. Rzuciła się na kanapę i zaczęła płakać.
- Życie jest niesprawiedliwe! Ron i ta jego cholerna zazdrość!- szepnęła ze złością Hermiona. W mig się otrząsnęła i przestała płakać. Musi być silna.
Musi.
Napisała: Lizzie 24/06/2009 17:41:09 [
Powrót]
Komentuj
Autor: Frances
Data i czas: 29/07/2009 22:36:47
Dane:: || brak www IP: 88.156.123.113
Treść:
Hmm... Początek mnie nie zachwycił, ale potem było już fajnie :))
Ach, ten Ron. Okropny z niego zazdrośnik! Ale dużo w tym winy Hermiony, umawiać się z Krumem na kolację wieczorem... No nie wiem.
I było kilka powtórzeń, ale już nie tyle, co wcześniej ;DD
Twoja Frances ;*
Autor: Shylin
Data i czas: 11/07/2009 19:33:06
Dane:: || brak www IP: 83.31.78.117
Treść:
Twój Ronald mnie irytuje. To znaczy, Twoja koncepcja Rona - wydaje się być niesamowicie zaborczym, zazdrosnym i nieudolnym półgłówkiem.
A Hermiona musi się z nim męczyć. I to dosłownie.
Przepraszam, że tak krótko, ale kilkugodzinna podróż nie sprzyja koncentracji.
Pozdrawiam!
P.S. Proszę o powiadamianie mnie o nowych notkach w mojej księdze gości.
Autor: Cyzia
Data i czas: 7/07/2009 09:55:58
Dane:: || brak www IP: 83.20.63.97
Treść:
Zapraszam na I rozdział moich wypocin...Dziękuje za uwagę.
Autor: Justyna
Data i czas: 28/06/2009 14:24:07
Dane:: || brak www IP: 86.17.73.248
Treść:
Super notka ;)) (podoba mi się twój szablonik) zapraszam do mnie :**
Autor: sandra
Data i czas: 27/06/2009 18:14:55
Dane:: || brak www IP: 83.15.167.154
Treść:
Ciekawy pomysł, żeby opisać bohaterów HP w dorosłym życiu :)
Przyczepię się tylko do powtórzeń, które z początku często się pojawiają (np. winda), ale pozatym jest ok :)
Pozdrawiam.
Autor: Cyzia
Data i czas: 25/06/2009 07:02:17
Dane:: || brak www IP: 83.20.40.59
Treść:
Krum ja cię kocham do ciebie szlocham.Hahahaah to było świetne, naprawde Lizzy.Ron i ta jego zazdrość.A mi się notka podobała czytało się ją łatwo i przyjemnie.Tylko zastanawia mnie, czy to nie Ron powinien spać na kanapie.O i kiedy będzie wiesz co...(Nie mogę się doczekać, jupi)Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.A dodasz trochę pikanteri?
Autor: Selena
Data i czas: 24/06/2009 17:48:05
Dane:: || brak www IP: 79.198.117.153
Treść:
Kochana Lizzie :)
Pięknie dziękuję za dedykację, ale notka mnie specjalnie nie zachwyciła, brakuje jej akcji i tego "czegoś". Poza tym, Hermiona jest mężatką i moim zdaniem nie powinna umawiać się sama z Wiktorem - dobrze wie, jakie zdanie ma na jego temat Ron. Ale to twoje opowiadanie, więc tak bardzo się nie będę czepiać.
Poza tym bardzo często powtarzało się słowo "Hermiona", co mnie nieco irytowało.
Czekam na następną.